Posts Tagged rajd

W Bieszczady na rajd

21 stycznia 2010

Minął już tydzień od momentu  mojego powrotu i pracowników agencji reklamowej  z rajdu w Bieszczadach. Chociaż nie był to wyjazd służbowy, a więc obecność nie była obowiązkowa- frekwencja była stuprocentowa. Pomimo tego, ze trwał on jedynie trzy dni, był to czas  niezwykle miło spędzony. Aż żal było wszystkim opuszczać piękne Bieszczady i wrócić do szarej rzeczywistość w Warszawie. Jednak nie było innej możliwości. Na szczęście wszyscy wróciliśmy wypoczęci i zrelaksowani.

Jeden z pracowników zapytał mnie dlaczego na miejsce rajdu wybrałem akurat Bieszczady, a nie na przykład Zakopane czy też Szczyrk. Jak wiadomo góry o tej porze roku są przeludnione, jedne bardziej drugie mniej. Bieszczady, w porównaniu z innymi kurortami zimowymi, nie są tak oblegane przez turystów. Pewnie wynika to z faktu, iż są to niskie góry, a zatem nie są rajem dla narciarzy. Moim głównym zamiarem tego rajdu było spędzenie trochę czasu, w innej formie niż praca w agencji, z podwładnymi i bliższe ich poznanie. Chciałem przez wspólny wyjazd zintegrować się z pracownikami, dlatego wolałem, aby nie brały w nim udział osoby trzecie.

Wybrałem Bieszczady na miejsce rajdu również z innego powodu. W młodości, przez kilka lat, byłem harcerzem i każde wakacje spędzałem na obozach właśnie w tych górach. Doskonale zdążyłem je poznać, a ponadto pozostał mi do nich ogromny sentyment.

Zatrzymaliśmy się w pensjonacie w stolicy powiatu Bieszczadzkiego- Ustrzykach Dolnych, ponieważ znajduje się tam najbardziej rozbudowana infrastruktura narciarska na Podkarpaciu. Funkcjonuje tam jedyny w Bieszczadach wyciąg krzesełkowy. Ponadto znajdują się jeszcze dwa wyciągi orczykowe (krótszy i dłuższy). Na miejscu działa wypożyczalnia. Ja i trzech pracowników mieliśmy własny sprzęt, reszta  korzystała właśnie z tej wypożyczalni.

Podczas rajdu czas spędziliśmy bardzo przyjemne. W dzień szusowaliśmy po stokach na nartach, chodziliśmy po górach albo zwiedzaliśmy miasto. Natomiast wieczorami wychodziliśmy do miasta zrelaksować się lub na posiłek, raz też urządziliśmy ognisko.

Nawiązując do jazdy na nartach, nie miałem z nią większego problemu, w końcu jeżdżę na nich od dobrych piętnastu lat. Natomiast większość moich pracowników pierwszy raz w życiu miała narty na nogach. Trochę komicznie wyglądali. W pracy tacy bystrzy i wszystkowiedzący, a w tej sytuacji tacy nieporadni. Od razu przypomniało mi się jak ja stawiałam swoje pierwsze kroki w narciarstwie. Dobrze, ze trafiliśmy akurat do Bieszczad- ze względu na swoja rzeźbę są idealne dla początkujących narciarzy.

W Ustrzykach znajduje się kilka zabytków (kościoły i cerkwie z XIX wieku, budynek byłej synagogi i cmentarz żydowski). Niestety nie byliśmy w stanie wszystkiego zwiedzić. Chciałem pokazać moim pracownikom także Muzeum Przyrodnicze Bieszczadzkiego Parku Narodowego, niestety także zabrakło nam czasu. Trzy dni to jednak zbyt mało.

Tak szczerze mówiąc, dopiero wieczorem gdy wychodziliśmy na miasto, miałem okazję porozmawiać z moimi pracownikami. Wychodząc do knajpki,  zamawialiśmy bieszczadzkie smakołyki ( świeżonkę bieszczadzką, schaba zbójnickiego czy też moje ukochane- pierogi ruskie), często do tego coś mocniejszego. Jak wiadomo, po kilku kieliszkach napoju wysokoprocentowego, ludzie rozluźniają się i stają się bardziej otwarci i rozmowni.

Mieliśmy okazje wreszcie swobodnie porozmawiać. Pracownicy twierdzili, że są bardzo zadowoleni z mojej wewnętrznej przemiany oraz ze zmiany stosunku do nich. Wielu z nich mówiło, iż od momentu poprawy atmosfery w agencji-pracuje im się dużo lepiej. Chwalili także nowy wystrój agencji. Cały czas podkreślali jak bardzo na ich komfort pracy wpłynęło zamontowanie ścianek biurowych.

Jednak chyba najlepszy kontakt złapałem z tymi pracownikami, z którymi pojechałem wtedy  do salonu sprzedającego meble biurowe w Warszawie, a potem na wspólny obiad. Wynika to po części z faktu, iż najdłużej pracują w agencji oraz jak się okazało mamy wspólne zainteresowanie- sporty walki. Mówiłem im, ze bardzo miło wspominam „wspólne zakupy”. Oni także potwierdzili, ze dobrze im się wtedy ze mną rozmawiało i po raz pierwszy zobaczyli, że  jestem normalnym i fajnym facetem.

Już od tygodnia jesteśmy w Warszawie. Wszyscy wrócili zrelaksowani i wypoczęci, niektórzy poobijani od jazdy na nartach. Praca w agencji wre.  Mamy dużo klientów, nowych zleceń- zespół pracuję dużo sprawniej. Widzę, ze po wspólnym rajdzie, podwładni zmienili swój stosunek do mnie. Czasami nawet myślę, że poczuli się zbyt swobodnie i spoufalają się ze mną. Jednak zdecydowanie wolę taką atmosferę jaka panuje teraz w pracy. Najważniejsze, że dobrze czują się w agencji i chcą pracować. Jak praca będzie przynosić takie efekty jak teraz, to już  niedługo kupię meble gabinetowe. Pracownicy zadeklarowali, że pomogą mi w ich wyborze.